• Wpisów: 245
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 15:04
  • Licznik odwiedzin: 21 421 / 1934 dni
 
koraisonia
 
                 " Moon "
  Dawno, dawno temu nie było niczego. Dosłownie niczego. Cały wszechświat był tylko i wyłącznie nieskończoną, czarną przestrzenią, niewzbudzającą żadnych uczuć czy refleksji. Był monotonną pustką, męczącą ciszą. Kompletnie nic się w niej nie działo. Nie było tu nikogo, kto mógłby coś zmienić. Do czasu...
   Nie wiadomo kiedy i jak, w mroku zaczęło silnie wiać. To była odmiana, ale kto miał ją zauważyć, jeśli nikt nie istniał ? Najbardziej niezwykłe w tym wydarzeniu było to, że w nieprzeniknionej czerni ukazał się portal, wyjście z innego wymiaru. Nagle jakaś brutalna siła wyrzuciła z przejścia mężczyznę, który bezgłośnie upadł na twarz.
   Oszołomiony wstał, rozejrzał się wokół i spojrzał na swoje dłonie. Były piękne, jasne. Tak bardzo wyróżniały się wśród ciemności.
- Gdzie ja jestem ? - spytał, ale odpowiedziało mu tylko echo.
    Prawie niczego nie pamiętał. Zapomniał gdzie wcześniej żył, kim był i co robił. W jego głowie łomotało się jedno słowo, kąsało niczym żądło. Słyszał je non stop. Długo rozmyślał nad jego znaczeniem, aż w końcu uznał, że musi się z nim zżyć. Nie miał innego wyboru.Od tamtej chwili zaczął nazywać się Moonem.
   I tak przyszło Moonowi żyć w najgorszej z możliwych rzeczywistości. On sam nie rozumiał dlaczego się w niej znalazł, ale nie szukał sposobu ucieczki. Nawet mu się to podobało. Przyzwyczaił się do tego. Polubił to miejsce. Zaczęło go zachwycać. To wcale nie oznaczało, że nie próbował niczego zmienić. Czasami wykorzystując swoje magiczne zdolności tworzył różne kule. Małe i duże. Przechadzał się wśród nich, dotykał ich chłodnej, prostej konstrukcji. Nigdy jednak długo nie zabawiały. Moon szybko je niszczył, gdyż uważał, że ingerują z jego otoczeniem, naruszają naturalność.
   Życie mijało mu na długich spacerach i rozmyślaniu. Nie obchodziło go czy może coś zmienić. Nie interesował się tym, ale z powodu braku zajęć zaczął ponownie tworzyć wielkie kule, jedne większe od drugich. Kilka pierwszych było strasznie twardych, tak twardych, że mógł na nich swobodnie stanąć. Kolejne były pyłem wyglądającym jak dzieło sztuki. Zakochał się w nich, ale najdroższa była mu ta trzecia z rzędu, którą wziął za swój dom.


the-planets.jpg

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego